Z muzyką King Crimson po raz pierwszy zetknąłem się na początku lat siedemdziesiątych. Było to gdzieś około roku 1971.
Ale dopiero kilka lat później, w 1973 roku, wydarzyło się coś, co zmieniło wszystko.
Siedziałem z słuchawkami na uszach, wsłuchany w nagrany dzień wcześniej na magnetofonie utwór „Epitaph”.
Gdy w drugiej minucie Greg Lake śpiewa refren:
"Yes, I fear tomorrow I'll be crying…"
zaczęło narastać napięcie. Muzyka gęstniała z każdą sekundą, aż około 2:28 osiągnęła swoje apogeum.
A potem nagle przyszło wyciszenie - te charakterystyczne, niemal kojące gitarowe riffy.
W tamtej chwili dosłownie mnie to poraziło.
Zrozumiałem, że to nie jest tylko muzyka.
To był moment, w którym King Crimson stał się częścią mojego świata.
Mit der Musik von King Crimson kam ich zum ersten Mal Anfang der siebziger Jahre in Berührung - etwa um das Jahr 1971.
Doch erst einige Jahre später, 1974, geschah etwas, das alles veränderte.
Ich saß mit Kopfhörern auf den Ohren und hörte mir auf meinem Tonbandgerät den Song „Epitaph“ an, den ich am Tag zuvor aufgenommen hatte.
Als in der zweiten Minute Greg Lake den Refrain singt:
"Yes, I fear tomorrow I'll be crying…"
begann sich eine Spannung aufzubauen. Die Musik wurde von Sekunde zu Sekunde dichter, bis sie etwa bei 2:28 ihren Höhepunkt erreichte.
Und dann kam plötzlich die Ruhe - diese charakteristischen, fast beruhigenden Gitarrenriffs.
In diesem Moment hat es mich regelrecht getroffen.
Mir wurde klar, dass das nicht einfach nur Musik war.
Es war der Augenblick, in dem King Crimson zu einem Teil meiner Welt wurde.
Koncert w Düsseldorfie w 1995 roku był dla mnie czymś więcej niż tylko pierwszym spotkaniem z King Crimson na żywo.
Przez lata wydawało mi się, że nigdy do tego nie dojdzie. Zespół znikał, wracał, zmieniał składy. Pogodziłem się z faktem. że już nigdy ich na żywo nie zobaczę. Właśnie mijał 14 rok ciszy,
żadnych koncertów, ostatnia płyta wydana w 1984 ,,The of Perfect Pair" ...I. ... Nagle nowa płyta! rewelacyjna!
THRAK (1995)
Tamtego dnia historia zatoczyła koło.
Pamiętna data i miejsce: 7 maja 1995, Düsseldorf - wówczas Philipshalle (dziś, w 2026 roku, Mitsubishi Electric Halle, gdzie prawdopodobnie odbędzie się moje kolejne, a być może ostatnie spotkanie z muzyką w konstelacji BEAT).
W 1994 roku, po wielu latach „nieistnienia”, King Crimson powrócił z nową płytą THRAK. A zaraz potem przyszło moje pierwsze spotkanie z zespołem na żywo.
Po koncercie, gdy wróciłem do domu, czekały mnie jeszcze inne wzruszenia.
Nie pamiętam, o której godzinie wróciłem. Pamiętam jednak jedno - zaraz po powrocie włączyłem Program Trzeci Polskiego Radia. Audycję prowadził właśnie Piotr Kaczkowski.
Dużo mówił o King Crimson, bo następnego dnia miał odbyć się koncert w Berlinie - niedaleko polskiej granicy, więc wielu rodaków wybierało się na ten występ. Kiedy włączyłem radio, usłyszałem, jak wspominał o koncercie w Zurychu. Ktoś, kto był tam poprzedniego dnia, dzielił się swoimi wrażeniami. Piotr Kaczkowski zachęcał do kolejnych relacji.
A ja przecież właśnie wróciłem z koncertu.
Emocje wciąż we mnie buzowały. W głowie brzmiały fragmenty utworów, napięcie i cisza między dźwiękami. Wtedy sięgnąłem po telefon.
Miałem dużą tremę. Głos mi drżał. Po drugiej stronie był człowiek, którego audycji słuchałem przez lata. Ten sam głos, który wprowadzał mnie w świat tej muzyki. Nie byłem już anonimowym słuchaczem - mówiłem do niego, a właściwie do wszystkich słuchaczy Trójki.
Rozmawialiśmy na żywo o koncercie. O wrażeniach. O powrocie zespołu, który przez lata wydawał się historią zamkniętą.
Dziś opowiedziałbym to zapewne inaczej - spokojniej, bardziej składnie, może z większym dystansem. Ale wtedy mówiły emocje. Świeże, nieuporządkowane, prawdziwe. I może właśnie dlatego ta rozmowa miała w sobie coś autentycznego.
Jeszcze kilka godzin wcześniej stałem wśród publiczności w Düsseldorfie.
A teraz relacjonowałem to wydarzenie na żywo w radiu, którego słuchałem od młodości.
To był moment, w którym słuchacz na chwilę stał się częścią opowieści.
Nagranie tej rozmowy zachowałem do dziś.
Nagranie z 1994 roku z radia. Po powrocie z konertu około północy włączyłem radio i właśnie w Trójce "leciała" audycja Piotra Kaczkowskiego poświęcona zbliżającemu się koncertowi King Crimson. Pan Piotr zwrócił się do słuchaczy aby dzwonić podając nr. tel. Zrobiłem to ... i gdy właśnie zapowiadał kolejny utwór KC usłyszałem w głośniku jednoicześnie w słuchawce tel. sygnał, a zaraz potem gdy w radio leciał utwór ... w słuchawce .. "słucham Kaczkowski" Gdy melodia ucichła ...
The concert in Düsseldorf in 1994 was more than just my first time seeing King Crimson live. For years, it had seemed unlikely that this would ever happen. The band would disappear, return, change line-ups. And I kept listening - at home, through headphones, by the radio.
That day, history came full circle.
I don’t remember what time I got home after the concert. But I remember one thing clearly
- as soon as I returned, I turned on Polish Radio’s Program Three. The show was being hosted by Piotr Kaczkowski.
He was talking extensively about King Crimson, because the following day there was to be a concert in Berlin - close to the Polish border, so many Poles were planning to attend. When I switched on the radio, I heard him referring to the concert in Zurich. Someone who had attended the previous night was sharing their impressions. Piotr Kaczkowski was inviting more listeners to call in with their reviews.
And I had just come back from the concert myself.
The emotions were still intense. In my head I could still hear fragments of the music, the tension and the silence between the sounds. That was when I reached for the phone.
I was very nervous. My voice was trembling. On the other end was the man whose broadcasts I had listened to for years - the same voice that had introduced me to this music. I was no longer just an anonymous listener. I was speaking to him - and in fact to all the listeners of Program Three.
We talked live about the concert. About the impressions. About the return of a band that for years had seemed like a closed chapter.
Today, I would probably tell the story differently — more calmly, more coherently, perhaps with greater distance. But at that moment it was emotion that spoke. Fresh, unfiltered, genuine. And perhaps that is why the conversation carried something authentic.
Only a few hours earlier, I had been standing among the audience in Düsseldorf.
And now I was describing that very event live on the radio I had listened to since my youth.
It was a moment when a listener briefly became part of the story.
I have kept the recording of that conversation to this day.
King Crimson ponownie na scenie – tym razem pod gołym niebem.
Rok 2014 był dla mnie kolejnym ważnym rozdziałem tej historii. Tym razem nie byłem już tylko słuchaczem w tłumie. Miałem pakiet VIP i możliwość uczestniczenia w próbie dźwięku przed koncertem w Essen.
Na widowni siedziałem właściwie sam. Cisza sali, techniczne rozmowy muzyków, pojedyncze dźwięki instrumentów - to zupełnie inny świat niż koncertowy finał przy pełnej publiczności. Muzyka w fazie skupienia, jeszcze bez oklasków.
W pewnym momencie stało się coś, czego absolutnie się nie spodziewałem.
Tony Levin skierował obiektyw aparatu w moją stronę i zrobił mi zdjęcie. Później, na swojej stronie dokumentującej trasę koncertową, opublikował tę fotografię z krótkim
komentarzem:
„Peter Gabriel?!”
To był jego charakterystyczny, lekko ironiczny humor.
Dla mnie jednak był to moment symboliczny.
Przez lata patrzyłem na scenę.
Tym razem ktoś ze sceny spojrzał na mnie.
Podczas późniejszego spotkania z muzykami rozmawialiśmy chwilę. Padło żartobliwe porównanie do Petera Gabriela. Uśmiech, kilka słów, zwykła ludzka wymiana spojrzeń. Nic spektakularnego - a jednak dla mnie niezwykłego.
Zachowałem zdjęcia z tamtego dnia - zarówno te wykonane przeze mnie, jak i to jedno, wykonane przez Tony’ego Levina. Dwie perspektywy tej samej chwili.
To było już coś więcej niż koncert.
To było osobiste spotkanie.
<Lark'stongues in aspic> nagranie z konertu gdzie spotkałem się z muzykami przed koncertem.
Nagranie udostępnił na Youtube hellmuut2
Hey... is that Peter Gabriel??
Hej… czy to jest Peter Gabriel??
No, it wasn't.
Nie. To nie był on.
Oficjalna fotorelacja z trasy – Tony Levin <Wiosna 2014>
Mainz, Essen 👉🖥️
The year 2014 marked another important chapter in this story for me. This time, I was no longer just a listener in the crowd. I had a VIP package and the opportunity to attend the soundcheck before the concert in Essen.
I was practically alone in the auditorium. The quiet of the hall, the technical conversations between the musicians, the isolated sounds of instruments - it was a completely different world from the concert finale before a full audience. Music in a state of concentration, still without applause.
Then something happened that I absolutely did not expect.
Tony Levin turned his camera lens toward me and took my picture. Later, on his website documenting the tour, he published the photograph with a short caption:
“Peter Gabriel?!”
It was his characteristic, slightly ironic sense of humor.
For me, however, it was a symbolic moment.
For years, I had been looking at the stage.
This time, someone from the stage looked at me.
During the later meet-and-greet, we spoke briefly. There was a humorous comparison to Peter Gabriel. A smile, a few words, an ordinary human exchange of glances. Nothing spectacular - and yet, for me, extraordinary.
I have kept the photographs from that day - both those taken by me and the one taken by Tony Levin. Two perspectives of the same moment.
It was already something more than just a concert.
It was a personal encounter.
Looking at those photographs today, I often return in my thoughts to that evening in 1974. To the headphones on my ears. To the tape recorder. To the growing tension in Epitaph - and to the moment, somewhere around the second minute, when everything reached its peak.
That was when the music truly struck me.
Forty years later, I was standing in a rehearsal hall in Essen, and the man who helped shape the history of that music took my photograph and jokingly asked, “Peter Gabriel?!”
The journey from a boy listening alone through headphones
to the moment when a glance from the stage meets your own
was a long one.
But it began exactly there - in the moment when I first heard Epitaph.
Kolejne spotkanie z muzyką King Crimson wykonywaną na żywo - powrót do repertuaru z najwcześniejszych lat zespołu.
Nagranie audio live z koncertu na którym byłem. Pobrane ze strony DGM
To moje szuste spotkanie na żywo z King Crimson.
K O N T A K T
Nie jest to sklep ani autopromocja.
To moja przestrzeń - zbudowana ze światła, muzyki i spotkań.
To moje fotograficzne i filmowe archiwum.
Zdjęcia, obrazy i dźwięki z koncertów, spotkań i chwil
które chciałem zatrzymać.
Es ist kein Shop und keine Selbstdarstellung.
Es ist mein Raum – gebaut aus Licht, Musik und Begegnungen.
Dies ist mein fotografisches und filmisches Archiv.
Bilder, Klänge und Momente von Konzerten, Begegnungen und Augenblicken, die ich festhalten wollte.
