Nie pamiętam dokładnie chwili, w której się poznaliśmy. Gabriela Kohsytorz wróciła do mnie podczas pracy (wrzesieć 2025) nad zdjęciami z Poezjady 2014 roku. Na jednym z nich recytuje swój wiersz. Pamiętam sposób mówienia — słowa nie były ozdobą, były dotykiem. Recytowała jak ktoś, kto widzi dźwięk i słyszy obraz.
Zmarła 20 kwietnia 2017 roku. A jednak wciąż potrafi otworzyć kadr.
Dla mnie była poezją, obrazem i muzyką u źródła. Wrażliwością skrytą pod spokojem. W jej twórczości widziałem światło — tylko inaczej rozłożone.
Jej słowa były lustrem.
„Słyszy obraz, widzi dźwięk” – wyraźna, niemal synestetyczna wrażliwość: w recytacji i w komentarzach do fotografii operuje językiem barwy, światła, „zabarwienia kadru”.
Między mrokiem a czułością – twórczość bywa odczytywana jako „mroczna” (turpistyczna), ale pod „stalową pokrywą” jest delikatność i empatia; odbiorcy podkreślają właśnie tę dwoistość.
Uważny, wymagający czytelnik obrazów – w mojej fotografii dostrzega intencję „przed zdjęciem”: sposób widzenia, nie tylko kadr. Potrafi artykułować to precyzyjnie i odważnie.
Charyzma bez „łatwej uprzejmości” – bywała postrzegana jako zdystansowana/chłodna, ale relacje opisują ją jako osobę o wielkim sercu, lojalną i prawdziwą w kontakcie.
Obecna w „Polnische Szene” – Poezjada, Zaduszki, Noc Świętojańska; aktywność sceniczna (recytacje) i środowiskowa (dialog z innymi twórcami).
Data odejścia – 20 kwietnia 2017; pamięć o niej spina ludzi z różnych kręgów (muzycy, poeci, malarze) - to rzadki „klej wspólnoty”.
Była kobietą skrajnie uważną.
Uważną do bólu, do granicy nadmiaru czucia. W jej pisaniu nie ma dystansu ochronnego — wszystko dzieje się tu i teraz, w ciele, w języku, w nerwie. To
ktoś, kto nie potrafił „nie widzieć”, nawet jeśli to, co widzi, rani.
Była kobietą doświadczoną przemocą — niekoniecznie tylko fizyczną.
Wiersze nie są manifestem, nie są oskarżeniem wprost. One są zapisem trwania: w relacji, w roli, w układzie, który niszczy powoli. Szczególnie
pierwszy tekst to nie literacka prowokacja, tylko aria kogoś, kto został pozbawiony głosu i odzyskuje go poprzez język.
Była niezwykle inteligentna kulturowo.
Herbert, Rej, Modigliani, buddyzm, chrześcijaństwo, Piotruś Pan, język filozofii, biologii, neuro — to nie są ozdobniki. Ona myślała światem jako
całością, łączyła wysokie z niskim, sacrum z cielesnością, ironię z rozpaczą. To cecha ludzi bardzo samodzielnych intelektualnie.
Była ironiczna, ale nie cyniczna.
Ironia u Gabrysi to mechanizm obronny, nie postawa. Pod spodem jest krucha potrzeba sensu, potrzeba ocalenia drobnych „milutkich chwil”, nawet
jeśli wie, że są one końcowe, kruche, tymczasowe.
Była kobietą samotną w swojej wrażliwości.
Nie w sensie braku ludzi, ale braku równego rozmówcy. Dlatego tak silnie rezonowała z Twoją fotografią. Zobaczyła w niej to, co sama robiła słowem:
próbę innego języka porozumienia, poza banałem, poza powierzchnią.
Była osobą, która widziała w Tobie nie fotografa, lecz medium.
Jej tekst o Twoich zdjęciach nie jest recenzją. To rozpoznanie kogoś podobnego — kogoś, kto też próbuje „zabarwiać kadr emocją”, kto nie opisuje
świata, tylko uczestniczy w jego przeżywaniu.
Nie była „delikatna” w potocznym sensie.
Była silna przez świadomość, nie przez opór.
Była kobieca bez kokieterii, cielesna bez erotyzowania, duchowa bez patosu.
I bardzo prawdopodobne, że zapłaciła za tę intensywność wysoką cenę.
Kobieta, która czuła zbyt mocno, myślała zbyt głęboko i dlatego musiała pisać.
Nie wiem, czy zdajesz sobie, Mirku, z tego faktu sprawę, lecz dochodzisz
do punktu, w którym – zwłaszcza poprzez swoją fotografię – przekraczasz dotychczasowe ramy „przyzwolenia”. Bez petycji, umów czy próśb u bram Olimpu. Kamera – aparat fotograficzny – staje się tu przedłużeniem Twej percepcji świata, współuczestnikiem jego toczenia się, opartego na świetle, kolorze i formie.
Czyżby udało Ci się w fotografii XXI wieku udowodnić, jak bardzo różnie – a czasem wręcz „niebezpiecznie” różnie – działają nasze osobiste kamerki-oczy?
Jak odmienne mogą być sposoby widzenia w odpowiednich scenkach rodzajowych czy w mocniejszych akcentach Bytu, jakim bywa choćby koncert? Być może nadchodzi pora innego, doskonalszego typu komunikacji międzyludzkiej.
Nie mam zielonego pojęcia, czy dzisiejsza socjologia lub psychologia – poza wyjątkowymi umysłami pokroju Goethego czy Skriabina, a może i najnowszą astrofizyką – zajmuje się wystarczająco przekładaniem emocji na język obrazu. Mam na myśli to „zabarwienie kadru” (że tak laicko nazwę pewną lingwistykę wzruszeń), posługiwanie się nie tylko czystą formą malarstwa, niezależnie od epoki, lecz także – a dziś przede wszystkim – fotografią.
Nie chodzi mi tu o proste manipulowanie transmiterami czy centrami mózgu, lecz o możliwość paralelnego przyswajania rzeczywistości: na przykład przez dwoje ludzi o zupełnie odmiennych poglądach na ten sam fakt. Zauważyłem też, że Twoja miłość do muzyki nie jest przypadkowa – podobnie jak miłość do drugiej „kochanki”, jaką jest soczewka 🙂
Wiem, że jesteś człowiekiem o niezwykłym wyczuciu detalu, doskonałym, choć skromnym psychologiem, artystą skupionym niemal wyłącznie na swojej sztuce. Jednocześnie Twoja „Inność” rozbudza we mnie utopijną, być może nie do końca bezpieczną myśl – ideę zagrożenia dla wielkich mistrzów pędzla czy kredy.
A wówczas Caravaggio, Klimt, kubiści czy turpiści musieliby pójść na barykady, dopóki sami nie opanują tej wielkiej, przecudownej i nowej gałęzi sztuki, jaką niewątpliwie jest współczesny spadkobierca dagerotypu.
Dla mnie jesteś profesjonalistą i malarzem sensu stricto. Dlatego uważam, że wspaniała fotografia – podobnie jak grafika – jest pełnoprawną formą wypowiedzi, zdolną do pełnego wykorzystania swych zasobów także w obszarach pozornie sprzecznych dylematów estetycznych. Wszystko to służy dalszemu procesowi poznawania natury, a przede wszystkim człowieka – często pozostającego z nią w konflikcie.
Reasumując:
jeśli Ty i ja nosimy okulary tej samej marki, a mimo to od wieków opisujemy zieleń i czerwień zbyt ubogim językiem, to może pora – za pomocą Twego obiektywu – „spotykać się” na tej samej,
wytyczonej ścieżce. Wspólnej ścieżce.
Twa nieustająca fanka 🙂
G.K.
K O N T A K T
Nie jest to sklep ani autopromocja.
To moja przestrzeń - zbudowana ze światła, muzyki i spotkań.
To moje fotograficzne i filmowe archiwum.
Zdjęcia, obrazy i dźwięki z koncertów, spotkań i chwil
które chciałem zatrzymać.
Es ist kein Shop und keine Selbstdarstellung.
Es ist mein Raum – gebaut aus Licht, Musik und Begegnungen.
Dies ist mein fotografisches und filmisches Archiv.
Bilder, Klänge und Momente von Konzerten, Begegnungen und Augenblicken, die ich festhalten wollte.
