To było coś więcej niż organizacja. Oktawa była jak dom zbudowany
z dźwięków - wspólne dzieło artystów, marzycieli i zapaleńców. Ludzi, których nie połączył interes, tylko potrzeba: żeby muzyka nie kończyła się na scenie, żeby po koncercie nie rozchodzić się w ciszę, tylko zostać jeszcze chwilę razem.
Wszystko ruszyło w 2012 roku.
Pamiętam tamten wieczór w Düsseldorf-Gerresheim - bardzo kameralny koncert, który z pozoru miał być po prostu kolejnym wydarzeniem. Zagrali wtedy znani już muzycy i zespoły, ale udostępniono też mikrofony, sprzęt i przestrzeń każdemu, kto chciał pokazać swoje umiejętności. Każdy dostał swój moment, swój „czas”, żeby wejść w światło i powiedzieć dźwiękiem: jestem, gram, mam coś do opowiedzenia. Niby zwykły koncert… a jednak w powietrzu wisiało coś innego. Jakbyśmy wszyscy czuli, że to nie ma prawa skończyć się na jednym spotkaniu. (zdjęcia: Nostalgia „Zur Delle”)
Krótko po tym wydarzeniu odbył się - zaplanowany dużo wcześniej - wyjazd do Norwegii. Pojechała grupa przyjaciół, którzy z czasem staną się współzałożycielami Oktawy.
Dla mnie to był wyjazd wyjątkowy: zostałem zaproszony przez muzyków, trochę jakby
„w nagrodę” za to, że byłem z aparatem tam, gdzie inni widzieli tylko scenę.
I właśnie tam, któregoś norweskiego wieczoru, pojawiła się myśl - zalążek Oktawy.
Nie w formie uchwały, tylko jak iskra: a gdybyśmy zrobili coś swojego? Miejsce, gdzie sztuka jest pretekstem, a wspólnota - sensem.
Potem przyszła codzienność i konkrety: planowanie, rozmowy, pierwsze decyzje. Coraz mocniej było czuć, że nie wystarczą nam pojedyncze koncerty w wynajętych salach - że potrzebujemy własnej przestrzeni, takiej, która będzie „nasza” nie tylko na kilka godzin, lecz na stałe. Przestrzeni, do której można przyjść wcześniej, zostać dłużej, zrobić próbę, spotkanie, wystawę, wieczór poetycki. Miejsca, które ma swój zapach, swój rytm i swoje światło.
I wtedy na horyzoncie pojawiło się Glüder - przestronny lokal w Solingen, który wkrótce stał się czymś więcej niż adresem..
Wkrótce stał się czymś więcej niż adresem. To tam Oktawa zaczęła oddychać pełniej:
z tygodnia na tydzień, z wydarzenia na wydarzenie - koncerty, wieczory poetyckie, spotkania, rozmowy do późna. Dla wielu z nas to miejsce było jak kotwica: punkt, do którego wracało się nie tylko po muzykę, ale po ludzi.
Dziś chcę opowiedzieć tę historię szerzej - bo mam zdjęcia, które nie pokazują „organizacji”, tylko czas. Czas, którego nie da się cofnąć, ale który można ocalić kadrem: twarzami, gestami, sceną budowaną własnymi rękami i tym szczególnym uczuciem, że oto rodzi się wspólnota. Glüder było jej sercem.
Strona jest nadal w trakcie uzupełniania — warto zajrzeć tu jeszcze raz.
I kiedy było już jasne, że to nie jest jednorazowy zryw, tylko droga — pojawiło się pytanie najbardziej przyziemne: gdzie my to wszystko pomieścimy? Koncert da się zorganizować „gdzieś”, ale wspólnoty nie buduje się z doskoku. Szukaliśmy miejsca, do którego można wracać: zostawić część sprzętu, wpaść na próbę, zrobić kameralny koncert, wieczór poetycki, spotkanie przy stole. Marzyliśmy o przestrzeni „naszej” - a z czasem okazało się też, że własne miejsce ma swoją cenę i wymaga więcej niż samej muzyki.
Glüder dało nam coś, czego wcześniej brakowało: ciągłość. I właśnie stamtąd mam wiele fotografii - sceny, prób, spotkań, rozmów i tych drobnych chwil, które mówią najwięcej. W kolejnych albumach wrócę do tego miejsca krok po kroku, tak jak to się wtedy działo: od pierwszych przygotowań aż po wieczory, które zostają w pamięci na długo.
I wtedy pojawiło się Glüder - punkt, który dał temu ciągłość. W kolejnych akapitach będę dokładał fotografie z tamtych chwil: od pierwszych przygotowań po wieczory, które zostały w pamięci.
Znalezione po latach, nigdy wcześniej niepublikowane zdjęcia z wydarzeń, które miały miejsce w Glüder w latach 2013–2014.
Uchwycone chwile przypominają, jak wiele serdeczności, energii i wspólnoty towarzyszyło tamtym spotkaniom.
Dziś te fotografie mają wartość bezcennego wspomnienia.
📸 Wracam powoli do tych spotkań - zdjęcia czekały w archiwum, teraz czas je pokazać. Strona będzie się jeszcze zmieniać, dziękuję za cierpliwość!
K O N T A K T
Nie jest to sklep ani autopromocja.
To moja przestrzeń - zbudowana ze światła, muzyki i spotkań.
To moje fotograficzne i filmowe archiwum.
Zdjęcia, obrazy i dźwięki z koncertów, spotkań i chwil
które chciałem zatrzymać.
Es ist kein Shop und keine Selbstdarstellung.
Es ist mein Raum – gebaut aus Licht, Musik und Begegnungen.
Dies ist mein fotografisches und filmisches Archiv.
Bilder, Klänge und Momente von Konzerten, Begegnungen und Augenblicken, die ich festhalten wollte.
